|
Archiwum
Zakładki:
Akcja: Wszyscy na Tak
Blogi o horrorach
Blogi osobiste
Blogi tematyczne
Spis treści
|
poniedziałek, 08 lutego 2010
Wywiad z pisarzem
(Naprawdę) fajny i wart odsłuchania wywiad z Łukaszem Śmigłem przy okazji wydania jego powieści "Decathexis". Ja mam generalnie awersję do słuchania tego, co mówią polscy pisarze, bo jakoś rzadko zdarza im się mówić coś ciekawego.
"D." To ma być takie dark fantasy, o którym ostatnio pisała Sheila, a na który ostrze sobie pazury od momentu, gdy dowiedziałem się, że taka powieść powstanie.
A wszystko za sprawą opowiadania, które posłużyło za podstawę do powieści, zamieszczonego w słabym, moim zdaniem, tomie Demony. Wtedy o tym opowiadaniu pisałem tak: "Dekathexis" – jak dla mnie, jest to szkic na rewelacyjną powieść z półki dark fantasy. Niestety krótkie ramy opowiadania nie pozwoliły na rozwinięcie ciekawego pomysłu alternatywnej rzeczywistości, w które ludzie oddają hołd śmierci a państwowy Inspektorat zajmuje się walką z przerażającymi Mięsożercami.Gotycki klimat i stylowa scenografia stanowią idealną oprawę. Szkoda, że ostatecznie całość zamknęła się jedynie w 30 stronach, co nie pozwoliło ani na wyczerpujący opis świata przedstawionego, ani stworzenie fascynujących portretów herosów tej alternatywnej ery.
Potem okazało się, że nie tylko ja odniosłem podobne wrażenia. Decathexis czeka na mnie na półce i czeka i czeka. Przyznam, że pomysł przypadł mi aż tak bardzo do gustu, że boję się rozczarowania. Zwłaszcza, że wspomniane Demony do moich ulubionych książek nie zaliczam. Wszystkie głosy z Internetu wskazują jednak na to, że warto zaryzykować.
niedziela, 07 lutego 2010
Bardzo subiektywnie o Pociągu Upiorów Little
Jeden z najlepszych literackich horrorów, jakie przeczytałem w ostatnim czasie. Nie, nie jakaś wyjątkowo wybitna powieść, która miałałaby szansę zapisać się w historii światowej literatury (Patrz Wywiad z wampirem, Dziecko Rosemary), ale dobrze skrojony i niegłupi horror o Amerykanach i amerykańskich mitach. Ok, to moja interpretacja. ... Fabuła jest prosta. Albo nie. Pomysły fabularne Pociągu upiorów są proste i ograne. Little wygrzebał je ze skarbnicy typowych horrorowych motywów i ważne, żeby podkreślić, że nie grzebał specjalnie głęboko. Ale już ich nagromadzenie i ułożenie takie znowu proste nie jest. Little włożył do swojej książki i klasyczną opowieść o duchach, i modne katastroficzne wątki, trochę gore, sporo seksu i nośnych obyczajowych tematów. To wszystko zmiksował w nieco przewrotną historię, w której klasa literacka miesza się z kiczem, banał z oryginalnością i humor z powagą. A najlepsze jest to, że proporcje dobrał w idealnej ilości. Akurat tyle, ile trzeba, żeby wyszło mu z tego małe arcydzieło. Pociąg upiorów zatem to porządnie skrojony horror dla wszystkich fanów popkultury, zmęczonych dominacją Kinga i Mastertona oraz znudzonych ciągłą bezmyślną powtarzalnością ogranych już wielokrotnie wątków bez jakiejkolwiek, nawet najmniejszej, próby ich odnowienia.
1.
A chodzi mniej więcej o to: Na początek czytelnikowi zostaje przedstawiona spora grupa głównych bohaterów: młoda studentka, samotna matka z dzieckiem, leśniczy-outsider i spragniony przygód młody chłopak. Każdy z nich z większymi lub mniejszymi sukcesami realizuje własne marzenia albo ucieka przed problemami; każdy z nich w końcu zostanie zgrabnie wtłoczony w spójną horrorową intrygę. Mamy gotycką historię czarnoskórej studentki, która w liberalnym środowisku akademickim przeżywa tragedie, najpierw nawiedzonego domu, tajemniczego zdarzenia w podziemnych tunelach archeologicznych wykopalisk, a potem terroryzującej jej skórzanej pleśni. Pleśń tę można zinterpretować jako materializujący się wyrzut sumienia za przemilczane grzechy, rasizm i ksenofobię ukrytą pod kruchą powierzchnią poprawności politycznej, albo też zapowiedź nadchodzącego rewanżu. W innej części USA kolejny bohater musi poradzić sobie z nawiedzającymi go widmami pięknych bliźniaczek. Bliźniaczki w erotycznych snach/nie-snach razem ze spermą wysysają z niego życie i doprowadzają na skraj szaleństwa. Jest jeszcze samotna matka, która po rozstaniu z fanatycznym mężem, wraca do rodzinnego miasteczka i niefortunną serią zdarzeń (sic!) zostaje zmuszona do rozwiązania zagadki "nawiedzonego" domu i obrzydliwej, starczej zjawy, czyhającej na jej małego synka. Na koniec wreszcie bohater, który ma zaprezentować - w pewnym sensie - punkt widzenia oprawców. Młody chłopak chińskiego pochodzenia, wyruszający w podróż po Stanach. Podróż ta ma urozmaicić jego monotonne życie, ale w efekcie doprowadzi go w najczarniejsze możliwe obszary ludzkiej historii. Pociąg upiorów to powieść z gruntu polityczna, a przynajmniej silnie inspirująca polityczne interpretacje. Chodzi mi tutaj o podstawowy wątek powieści, a mianowicie dwuznaczna historia Stanów Zjednoczonych jako mocarstwa, które swoją potęgę zbudowało na okrutnej eksploatacji, tych którzy nie potrafili się obronić. Tych, których w imię chciwości i chorej ideologii dało się wykorzystać. Little uderza w czuły punkt. Wie, co najbardziej zaboli Amerykanów. Ostrze krytyki skierowane jest więc w mit budowanego dzięki odwadze i determinacji, sprawiedliwego kraju, dumnego ze swojej świetlanej historii; w mit o potędze państwa, którą zniszczyć może nieprzewidywalny i katastrofalny atak od środka; i wreszcie w mit o fikcyjnym równouprawnieniu i równie fikcyjnej tolerancji.
2. Zapewne właśnie ten silny historyczno-polityczny akcent sprawił, że ta powieść nie została przychylnie odebrana przez polską krytykę. Żeby bowiem zrozumieć siłę grozy, jaka bije z jej kart, trzeba zaakceptowac fakt, że ważnym elementem tejże grozy w powieści jest obok standardowych zagrań (potwory, obrzydliwości, nastrój...) owa potencjalna dekonstrukcja mitu. Za nią posępnym krokiem idzie zniszczenie dotychczasowej tożsamości i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego to o czym piszą recenzenci, że w Pociągu upiorów Little za bardzo wyciszył elementy grozy w porównaniu do swoich wcześniejszych powieści, wydaje mi się nietrafione. Grozy w Pociągu upiorów jest naprawdę dużo. Powieść jest straszna, tylko że jej mroczny potencjał został podzielony na grozę w ramach horrorowej konwencji (klątwa, upiory, szaleństwo...) i grozę mniej konwencjonalną, bardziej polityczną (O czym za chwilę...). Czy gdyby Pociąg upiorów powstał w ramach polskiej, albo chociaż europejskiej tradycji byłby bardziej zrozumiały i łatwiej przyswajalny? Nie wiem. Wydaje mi się, że niekoniecznie chodzi tu o prostą odległość geograficzną.
3. To o czym będę teraz pisał to moje luźne dywagacje [które zresztą są normą na tym blogu ;-) ] i nie mają jakiegoś specjalnego poparcia studiami nad amerykańską historią. Przemyślenia nad powodem dlaczego demitologizacja przeszłości może bardziej przerażać Amerykanów od Europejczyków. A co za tym idzie, dlaczego horror wg Little niekoniecznie musiałby się sprawdzić na starym kontynencie. Groza Pociągu upiorów opiera się - o czym już mówiłem - nie tylko na standardowych zagrywkach i motywach, ale na aktywizowanym przez Little niebezpieczeństwie utraty części tradycji i w konsekwencji narodowej tożsamości. Bądź też raczej jej elementu. Przez co możliwe, że jest bardziej groźna dla Amerykanów niż Europejczyków. Chodzi mi o zwyczajną różnicę w kwestii ilości symboli przeszłości, budujących tożsamość narodową. Kiedy jest ich więcej tożsamości nie zagrozi, dewaluacja jednego z nich. Kiedy taka tradycja jest uboższa ilościowo (nie tysiąc, ale kilka set lat) być może strach przed jej częściową utratą jest bardziej dojmujący. Pewnie warto też dodać, że burzliwa historia Starego Kontynentu nauczyła Europejczyków, że takie przetasowania się odbywają. Nie chciałbym być tutaj postrzegany jako fanatyczny antagonista amerykańskiej kultury, bo jest mi do takiego stanowiska WYJĄTKOWO daleko. Nie wiem też na ile moje rozważania są słuszne, a na ile trywializują i prymitywizują całą kwestię. Wydaje mi się jednak, że sama "lokalność" powieści Little nie jest aż tak determinująca odbiór, aby nie-amerykańscy czytelnicy nie byli w stanie zrozumieć, ani przejąć się kulturowym kontekstem. Powód na "niekupienie" teorii grozy wg Litlle może więc wynikać z innej perspektywy w stosunku do mitów przeszłości i możliwości ich zdewastowania przez rewizjonistyczne interpretacje. Pociąg upiorów nie krytykuje tylko pewnego etapu w dziejach Stanów Zjednoczonych, on jednocześnie uderza w tak istotne dla Amerykanów elementy jak: mit o pierwszych budowniczych, spajających ogromną przestrzeń siecią linii kolejowych, która w XIX wieku stanowiła być albo nie być USA; ideał przedsiębiorczości ówczesnych obywateli, ich współdziałaniu i integracji, które są podstawą wielokulturowego państwa. A to już nie jest tylko reinterpretacja, ale całkowita degradacja tradycyjnych wzorców. ***
Jeżeli nawet pominąć cały ten wątek, to w Pociągu upiorów jest wiele innych politycznych treści, jak zagrożenie terroryzmem (atak na biały dom) czy kwestie integracji różnych narodowości, które czynią z powieści Little bardzo interesujący eksperyment. U Little bowiem, inaczej niż przyzwyczaił nas do tego horror, zło ukrywa się nie w tym, co jest niepoznane i inne, ale właśnie w ideologicznej uniformizacji. Niebezpieczni okazują się nie ci, którzy żyją na marginesie; którzy są inni, różni, ale ci, którzy stoją na straży integracji i kultu państwa jako wartości nadrzędnej. To budowniczy ery uprzemysłowienia są zbrodniarzami, to przyjaźnie nastawiona do obcych "komuna" studentów jest w rzeczywistością ostoją negatywnie pojmowanego konserwatyzmu. I wreszcie sama historia, która zamiast spajać i tworzyć, dzieliła i niszczyła wszystkich, którzy okazywali się niewystarczająco dobrzy do wizji nowego (białego) narodu.
4. Nie chciałbym stworzyć mylnego wrażenia, że jest to powieść propagandowa, powieść z tezą. Pociąg upiorów to przede wszystkim horror i mimo, że jak zaznaczyłem nie pozbawionym społecznego kontekstu, jednak na warstwie horrorowej się skupiający, pozbawiony jakiejkolwiek irytującej tendencyjności. Bardzo zgrabnie i z dużym wyczuciem opowiadający o bólu, strachu i okrucieństwie, ale też o miłości, przyjaźni i wartościach rodzinnych. No i do tego to się naprawdę świetnie czyta. Powieść jest zwięzła (!), treściwa i nieprzegadana. Trzyma w napięciu, mrozi krew w żyłach i ciekawi. Bohaterowie stworzeni są z ogromnym wyczuciem psychologicznym, a samo to nie jest już przecież zbyt częste. Reasumując cały ten tekst mogę przyznać, że literacki talent Little jest naprawdę zadziwiający, a on sam dołączył do mojego osobistego panteonu współczesnych pisarzy horroru, udowadniając przy tym moją tezę, iż zamiast marnować czas na Kinga czy Mastertona warto poszukać zupełnie innej jakości. Polecam.
Grafika: http://www.wydawnictwoamber.pl/ksiazka,008375,little-bentley,pociag-upiorow.html
wtorek, 02 lutego 2010
Lookrtv o horrorach: Piła i Rec 2
Lookr.tv to nowe medium, internetowa telewizja, która działa bardzo dynamicznie i prężnie. Trafiłem dzisiaj na tematyczny kanał, poświęcony filmom, a tam przyjemna (chociaż bez fajerwerków) rozmowa na temat horrorów Karola Baluta i Klary Kukowskiej z portalu film.org.pl. Do obejrzenia przy kawie i papierosie.
niedziela, 31 stycznia 2010
Bardzo złe Silent Hill
Jako ogromny fan serii trochę długo musiałem zaczekać na to, aby na własnej skórze (no prawie na własnej) zmierzyć się z kolejnym silenthillowskim bestiarium. Wpływ na to ma z pewnością złodziejska cena oryginału, jakiej zażądał dystrybutor. Dodajmy cena średnio umotywowana samym wydaniem (gra w oryginale (na PC) kompletnie bez tłumaczenia; z irytującą potrzebą logowania się przez Internet [mający chronić przed piractwem], a de facto stającą się kolejnym medium wpychającym reklamy na komputery userów (Steam). Ale nareszcie: Stało się :-) Przeszedłem Silent Hill dwa razy, zdobyłem dwa różne zakończenia (U.F.O. i Boogyman), resztę zakończeń obejrzałem na youtubie (plus filmik wyjaśniający istnienie tajemniczego zdjęcia, odnalezionego na strychu) i tym sposobem z w pełni wyrobioną opinią mogę napisać, co sądzę o grze Silent Hill: Homecoming.
Wstęp Na początek krótki wstęp (a jakże!). Wszystko zaczęło się w 1999 roku, kiedy na rynek trafiła pierwsza część sagi Silent Hill. Unikalna atmosfera gry, niebanalna fabuła i sama rozgrywka, która wyraźnie doceniła inteligencję graczy, sprawiły, że pozycja ta szybko obrosła legendą. Kolejne części wydawano z kilkuletnimi przerwami (razem sześć), z których największą estymą cieszy się wielowymiarowa, psychologiczna Silent Hill 2. Walorem gier serii SH jest stworzenie spójnego lecz nieprzewidywalnego obrazu świata pełnego patologii, bólu, nieodpokutowanych win i egzystencjalnej samotności. To wszystko zapakowano w formę symboli religijnych i psychologicznych, albo quasi-religijnych i quasi-psychologicznych (jak kto woli). Efekt robi niesamowite wrażenie. Dla gracza wchodzącego w universum Silent Hill został przygotowany obraz miasta po apokalipsie: wieczna mgła, opustoszałe ulice, zdewastowane domy i poukrywane w mieście pułapki w postaci okrutnie zdeformowanych postaci, bestii, które zasiedlają miasto. Pojawiających się, nie wiadomo w jakiej roli, ofiar czy oprawców?
Najmocniejszą stroną Silent Hill jest bez wątpienia - jak napisałem - konsekwentny obraz świata przedstawionego jako całkowicie chorego i patologicznego miejsca. Miejsca z którego nie ma ucieczki na skróty. Jedynym wyjściem jest potulne przemierzanie kolejnych mrocznych komnat, prowadzących nas w samo serce piekła. Silent Hill jest popaprane i wyjątkowo plastycznie wdziera się w świadomość gracza, osacza go i zdrowo "ryje beret". Wiadomo, że gra-horror jest w stanie przerazić nas milion razy bardziej, niż najlepsze nawet film, powieść czy opowiadanie. Związane jest to z silnym zaangażowaniem i koncentracją, jakich wymaga od nas ta forma rozrywki. Recenzent Gildii horroru, Dibbler, przy okazji tekstu o Penumbrze określił Silent Hill nie jako grę, ale jako "stan umysłu" i jest to stwierdzenie, które chyba najtrafniej określa fenomen tego najlepszego na świecie survival horroru. Grając w SH, przestaje się w pewien sposób wierzyć, że istnieje jakikolwiek inny świat. SH wchłania Cię, zdobywa, przejmuje kontrolę nad wyobraźnią, przeraża i fascynuje. Z obrazem i atmosferą miasta bardzo silnie koresponduje cała kulturowa oprawa, jaka została stworzona na bazie chrześcijańskiej religijności (w jej ortodoksyjnej, średniowiecznej odmianie) i pogańskich wierzeń (bogowie, demony jako istoty wchodzące w układy z ludźmi, potężne, ale nie wszechpotężne). Zresztą realizm, wielowątkowość i wielość interpretacji zdarzeń i postaci czyni z serii prawdziwą gratkę na polu gier komputerowych oraz kopalnię interesujących teorii, na które niestety nie ma za bardzo miejsca przy okazji recenzji Silent Hill: Homecoming. Silent Hill: Homecoming
Fabuła Szósta (piąta? w zależności od tego, czy SH:Origins policzymy jako 0 czy 5) część rozpoczyna się od przybycia do położonego w okolicach Silent Hill, bliźniaczo podobnego do SH, miasteczka Shepherd's Glen. Główny bohater, powracający z frontu, Alex Shepherd dowiaduje się od swojej - przebywającej w stanie dziwacznego odrętwienia - matki, że jego młodszy brat, Joshua, zaginął. Ojciec Alexa i Joshuy zaginął również, gdy udał się na poszukiwania syna. Alex wyrusza w nieprzyjazny świat odnaleźć rodzinę. Tzn. właściwie odnaleźć brata, bo zniknięcie ojca zdaje się nie robić na nim jakiegokolwiek wrażenia. Być może miał takie zachowanie tłumaczyć wątek z ekstremalnie oziębłymi stosunkami między ojcem i synem, żeby tak się jednak stało musiałby on mniej śmierdzieć sztampą. Podczas poszukiwań Alex musi pokonać stada okropnych potworów. Trafia też, w nieco niewyjaśniony sposób, do tytułowego Silent Hill. Trzeba przyznać, że sama rozgrywka jest satysfakcjonująca i mimo, że twórcy oszczędzili mi momentów totalnego przerażenia (jak np. W Silent Hill 1: scena z kotem albo scena bez kota), to przytłaczająca atmosfera grozy została, no prawie, zachowana. Zabrakło, co prawda uczucia kompletnej alienacji (Towarzyszy nam aż dwójka bohaterów. Całkowicie zbędni fabularnie policjant Wheeler i heroina w opałach Elle), ale klimat grozy w niektórych epizodach trzymał naprawdę porządny poziom (Prolog-koszmar w przemienionym i nieprzemienionym szpitalu psychiatrycznym Alchemilla Hospital; ściągnięty z filmu bardzo ładnie horrorowo zrobiony Grand Hotel czy sceny na Rose Heights Cementary). Miejsca jakie przyjdzie nam odwiedzić są ok ale generalnie wszystkim lokacjom brakuje rozmachu i rozbudowania, jakie zafundowali graczom twórcy wcześniejszych części. W SH H nie ma labiryntowych budynków. Ciężko się więc zgubić, a to plus pozorna wielowątkowości Homecoming beznadziejnie podkreśla linearność fabuły. No właśnie płaskie wątki poboczne śmieszą brakiem głębszego powiązania z głównym tokiem opowieści. Sprawiają wrażenie dodanych na siłę, właśnie w celu zamaskowanie manifestacyjnej nie-epickości gry. Ograniczają się do kilkuminutowych wstawek, które tak jak szybko się pojawiają, tak szybko odchodzą w zapomnienie. Mam tutaj na myśli głównie motyw z tajemniczą kobietą w Grand Hotelu, ale też właściwie każdy z zaprezentowanych wątków mieszkańców Shepherd's Glen. Twórcy okrutnie wykastrowali swoje dzieło z kilku naprawdę dobrze się zapowiadających pomysłów i postaci. ciąg dalszy tutaj
Bardzo złe Silent Hill (II)
ciąg dalszy tego wpisu
bohaterowie Przeciwnicy Alexa (poza pojawiającymi się w części Dark Times ludźmi - żołnierzami zakonu) to zdeformowane postacie, ludzkie ciała w różnych, nienaturalnych kompozycjach: zlepione ze sobą, rozczłonkowane, albo dołączone do różnych niebezpiecznych przedmiotów (maczugi, noże). Niektóre nawiązują kształtem do owadów (kolekcjonowanie owadów było ulubionym hobby Joshuy), niektóre do potworów z poprzednich części. Najciekawiej moim zdaniem prezentują się tzw. schizmy.. O tak:
Ale i tak najstraszniejsze są kompozycje bossów.
Zakończenia. Spojlery. Zakończeń jest pięć. Z czego naprawdę sensowne i warte uwagi jest zakończenie zatytułowane Boogeyman, które jako tako tłumaczy kontrowersyjną obecność w Homecoming, ściągniętego z dwójki i filmu, Piramidogłowego. W skrócie Alex okazuje się z gruntu zły, stąd taki, a nie inny finał i stąd przemykająca co jakiś czas postać Piramidogłowego, którego obecność ma uświadomić Alexowi jego przyszłość i to kim tak naprawdę jest. Kolejne dwa zakończenia to żenujące (Happy Ending) albo bezsensowne (Drowning). Jest jeszcze konwencjonalnie ograny Hospital (Nuda!!!) i "żartobliwe" U.F.O. W gruncie rzeczy poza zakończeniem Boogeyman nie wiele wnoszą, nie wiele tłumaczą, nie bardzo zachwycają klimatem czy interesującym podsumowaniem wszystkich zdarzeń. A szkoda, bo "zaskoczenie gracza" w trakcie biegania, strzelania itp. pozostawiają wiele do życzenia. Na kolejne "oświecenia" Alexa reagujemy ziewnięciem, bo wszystko dało się przewidzieć już w pierwszych minutach gry, a potem pozostało nam tylko z przerażeniem przekonać się, że twórcy zdecydowali się na takie banalne rozwiązania.
Podsumowanie Mógłbym więc napisać, że gra mnie zawiodła, ale tak nie jest. Homecoming jest gorsze od swoich poprzedniczek, ale to ciągle całkiem porządnie zrealizowany survival horror, ciagle z naciskiem na horror niż survival. Grając w nią czuć niewykorzystany potencjał: zamknięta przestrzeń, pseudo-nielinearne dialogi, prymitywne wycieczki w kierunku gore, płascy bohaterowie, brak momentów totalnego przerażenia, generalnie: ukłony w stronę nieoswojonego z serią masowego odbiorcy, ale ciągle jest to Silent Hill, w które da się grać z zadowoleniem, dostarcza wiele przyjemności, a zamglone ulice miasta nadal hipnotyzują, a przemianie świata z normalnego w alternatywny nadal towarzyszy dreszcz emocji.
Lista zdjęć (źródła): http://gfx.gaminator.pl/data/character/894/894.2.jpg http://en.gamers.com/_file/news/1087/20080821084354628z.jpg http://s.blomedia.pl/grrr.pl/2477/sh_home_male.jpg http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/SilentHill5_PC/Galeria/9.jpg http://i36.tinypic.com/5047ra.jpg http://www.freewebs.com/sabre2922/silenthill5-silenthillv-logo.jpg http://www.torontothumbs.com/wp-content/uploads/2009/01/sh509.jpg http://media.giantbomb.com/uploads/1/14030/678418-schism_super.jpg
niedziela, 24 stycznia 2010
Horrory 2010 - zwiastuny, zapowiedzi, plakaty, nadzieje...
No dobra, żarty żartami, ale najwyższy czas sprecyzować na co w tym cudownym 2010 roku czekamy i czego będziemy się bać/ nie bać w kinie, w Lublinie, w metrze i w swetrze. Krótka i - nieodmiennie subiektywna - lista filmowych horrorów - zapowiedzi w kolejności: od tych najmniej do tych najbardziej fajnie się zapowiadających: 6. Zejście 2
Reżyser Jon Harris już nie raz (Gwiezdny pył), nie dwa (Gra Ripleya, Eden Lake) udowodnił, że dobrym reżyserem jest. A filmem Zejście (2005) pokazał, że w estetyce horroru poruszać się też potrafi. I intrygująco i strasznie i z pomysłem. Przyznam, że pomysł potwornych jaskiniowych czeluści i ich nie mniej czeluściowych mieszkańców, wydaje mi się już w pełni wyeksploatowany, ale w sumie, co ja tam wiem. Jedynka była bardzo dobra, reżyser chałtur nie produkuje, więc na dwójkę czekać warto.
5. Piranha 3d
(Plakatu brak) Znowu zaczniemy od reżysera. Teraz ten, który buduje swoją markę serią kolejnych, dobrych horrorów: Wzgórza mają oczy (dziś oceniłbym ten film bardziej pozytywnie) czy Lustra (które są naprawdę niezłym remake'm). W 2010 r. Alesandre Aja wziął się za odrestaurowanie filmu, który jest jednym z moich ukochanych filmów z lat dzieciństwa. Animal Atack to moja wstydliwa, sekretna miłość. (Tutaj nie ma zmiłuj się muzo: może być głupio, tandetnie i nieudolnie). Zwłaszcza z wszystkimi wodnymi potworami, więc Piranha to będzie z pewnością niezła jazda pod wodą w otoczeniu setek małych, zębiastych rybek. Przynajmniej dla - mnie obowiązkowa. Trailer starszej wersji:
4. Legion
Uważam, że motyw końca świata będzie w przyszłości cieszył się taką samą popularnością, jak dzisiaj wampiry. Już teraz można zauważyć wzmożone zainteresowanie tym tematem. Coś czuję, że będzie ono z czasem wzrastać, aż w końcu ugruntuje swoją pozycję jakimś dobrym serialem pokroju Lost i stanie się kolejną ikoną popkultury, jak zupa pomidorowa, narodziny Chrystusa czy czerwona książeczka Mao. Czy Legion będzie ciekawym filmem, nawiązującym do serialu Bastion, czy tylko ładnie podmalowanym, ale irytująco afabularnym pustakiem? Nie wiem, ale sam pomysł wyjściowy jest świetny :-) a potwory straszne.
3. Wyspa Tajemnic
Wiem, że Di Caprio okrutnie kojarzy się z Titaniciem, ale ja w sumie bardzo lubię tego aktora, a wieloma filmami udowodnił, że grać potrafi. Czy Wyspa tajemnic horrorem będzie, czy tylko ghotycko wystylizowanym thrillerem nie wiem. Pierwowzoru nie czytałem, ale zwiastun bardzo klimatyczny, a - jak zapewniają Internauci - powieść, na kanwie której powstał scenariusz, trzyma w napięciu, więc zapowiada się coś takiego, co Tygrysy lubią najbardziej. (I hope...)
2. Wilkołak
Klasyczny wilkołak był ostatnio przerabiany bardziej na modłę dark fantasy (Underworld) niż dobrego, staroświeckiego horroru. Ostatnia taka, wyjątkowo udana, próba to Wilk z Nicholsonem. Tym razem na szczęście też będzie wg wiekowej receptury. Powstanie dzieło z plejadą gwiazd na miarę Bram Stocker's Dracula. Zwiastun jest ekstremalnie (EKSTREMALNIE!!!) interesujący. Świetne zdjęcia i rozmach zaostrzają apetyt, a Benicio del Toro w roli człowieka-wilka wydaje się do niej stworzony.
1. Koszmar z ulicy Wiązów
Trochę się zastanawiałem czy może jednak nie Wilkołaka wrzucić na jedynkę, ale, proszę Państwa, Freddy to Freddy. Do tego zwiastun wygląda całkiem elegancko, więc nie ma co ściemniać Koszmar z ulicy Wiązów to najbardziej wyczekiwany przeze mnie horror tego roku. Jeżeli uda się odświeżyć pierwowzór, tak jak zrobił to Nispel z Teksańską masakrą, a nie jak Moore z Omenem, to może wyjść małe arcydzieło, które potwierdzi moją, niezbyt popularną wśród fanów horroru tezę, że remakować warto :-)
|